Nie lubiłem się przeprowadzać, wręcz tego nienawidziłem. Wciągu
ostatnich dwóch lat wraz z mamą mieszkaliśmy w kilkunastu różnych krajach i
miastach. Ciągła zmiana szkoły i otoczenia wręcz mnie wykańczała od środka, nie
próbowałem się skarżyć mamie, bo wiedziałem, że żyje w ciągłym strachu. W sumie
to ja też bałem się każdego kolejnego dnia, bałem się każdej nowo poznanej
osoby, która sama do mnie podeszła, bałem się, że to kolejny członek gangu,
który miał mnie zabrać z powrotem do ojca. Do Korei. Musiałbym wtedy przejąć
jego obowiązki i porzucić wszystkie moje zainteresowania. Naprawdę tego nie
chciałem, dlatego zgodziłem się na tą ucieczkę zainicjowaną przez moją matkę.
Pewnego dnia przyjechaliśmy do Londynu. Pierwsze, co zrobiliśmy to
rozpakowaliśmy się w nowym mieszkaniu, zjedliśmy kolację i poszliśmy do łóżek.
Następnego dnia musieliśmy iść do mojej nowej szkoły, aby złożyć wszystkie
potrzebne dokumenty. Oczywiście moje imię i nazwisko były fałszywe, za każdym
razem były inne. Cieszę się, że wciąż pamiętam jak naprawdę się nazywam, tak
jak mówiłem na początku to wszystko mnie wykańcza. Tego o to właśnie dnia
poznałem wyjątkową osobę, z którą przeżyłem wspaniałe pół roku.
Powoli weszli do budynku, który już na pierwszy rzut oka
wyglądał na zabytkowy i dosyć wiekowy. Starsza pani chwyciła chłopca, choć
można było z pełną świadomością nazwać go młodzieńcem, pod ramię i razem
zaczęli przemierzać kamienne stopnie.
-Mam nadzieję, że nauczyłeś się wszystkiego i nie popełnisz
tego samego błędu, co ostatnim razem w Berlinie. Mam rację? – Kobieta podniosła
głowę, aby móc spojrzeć w oczy swojemu synowi. Starała się być surową opiekunką
i wolała wytykać błędy niż za każdym razem powtarzać „nic się nie stało, nie
przejmuj się tym, mamusia się wszystkim zajmie” jak to w zwyczaju miały inne
matki oraz czasami i ojcowie.
-Oczywiście, nie zawiodę cię tym razem. Możesz być tego
pewna. – Na jego twarz wkradł się lekki uśmiech i ścisnął drobną dłoń opiekunki.
Gdy pokonali stopnie skierowali się do drewnianych drzwi z tabliczką
„Sekretariat”, zapukali i już po chwili stali przed dużym biurkiem, za którym
siedziała dosyć szpetna kobieta wyglądająca na około sześćdziesiąt lat.
Skierowała ona swój wzrok na gości, zaraz wyszperała jakiś plik kartek i
przejrzała go dokładnie.
-Tak, więc jesteś tym przeniesionym uczniem, Thomas Kim? –
Przeniosła swój wzrok na gości, kiedy po dłuższej chwili nie dostała odpowiedzi
zdenerwowana zaczęła stukać paznokciami o blat biurka. Młodzieniec popatrzył na
swoją matkę a ona skinęła tylko głową, westchnął i zwrócił się do sekretarki.
-Tak, nazywam się Thomas Kim. – Skłonił się lekko, kobieta
popatrzyła na niego dziwnie, lecz po chwili położyła przed nim dwa wydruki.
-Na pierwszej kartce masz plan lekcji a na drugiej numerek
szafki i kod dostępu. W niej już masz poukładane książki oraz krawat z logiem
naszej placówki. – Chłopak wziął wszystko, złożył na pół i wsadził do tylniej
kieszeni spodni.
-Dobrze w takim razie wszystko mamy już załatwiona, Pani
może już iść a ty, Kim usiądź za chwilę powinien przyjść tu twój obecny
wychowawca. – Kobieta pokazała mu krzesło w rogu pokoju i znowu zajęła się
swoją papierkową robotą. Matka spojrzała na niego i skinęła głową na
pożegnanie, on odwzajemnił gest a kiedy już miał zająć miejsce przez drzwi
wparował jak burza starszy mężczyzna. Zaczął rozglądać się po pomieszczeniu a
kiedy jego spojrzenie zatrzymało się na chłopaku na jego twarz wpłynął szeroki
uśmiech. Sekretarka aż podskoczyła na swoim krześle i porządnie wrzasnęła,
kiedy zobaczyła nowego gościa.
-Ile razy mam Panu powtarzać, że przed wejściem należy
pukać?!
-Przepraszam bardzo, ale byłem tak podekscytowany, że
kompletnie o tym zapomniałem. – Złapał się za głowę i głupio zaśmiał. Kobieta w
tym momencie popatrzyła na niego z politowanie i westchnęła głośno.
-Kim to jest twój nowy wychowawca Albert Denis, który jest
również nauczycielem matematyki w naszej szkole.
-Miło mi Pana poznać, nazywam się Thomas Kim. – Wyciągnął do
starszego rękę z zamiarem uściśnięcia jednak tamten tylko się uśmiechnął i
ruszył w stronę drzwi.
-Teraz nie ma czasu na takie rzeczy Thomas, zostawiłem
uczniów samych a z nich naprawdę niezłe rozrabiaki są. Jeżeli chcemy zastać
klasę bez większych uszkodzeń musimy tam jak najszybciej wrócić. – Zanim
chłopak się zorientował oboje biegli już przez korytarz. Po kilku minutach
stanęli przed białymi drzwiami, nauczyciel wszedł pierwszy i zapowiedział go,
nawet stojąc tutaj mógł usłyszeć szepty podekscytowanych dziewczyn i coś, co
przypominało jęki niezadowoleni. Gdy usłyszał, że jest proszony do środka
powoli otworzył drzwi i pewnym krokiem wszedł do środka. Rozejrzał się po sali,
nic specjalnego, następnie rozejrzał się po swoich nowych kolegach, również nic
specjalnego. Chociaż jego uwagę przykuł chłopak siedzący w ostatniej ławce,
który wyglądał przez okno.
-Jestem Thomas Kim i od dzisiaj będę się uczyć razem z wami.
Miło mi was poznać. – Skłonił się a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech.
Każdej nowej klasie powtarzał to samo, zmieniały się tylko imiona.
-Może powiedziałbyś nam więcej o sobie? Na przykład, jakie
są twoje zainteresowania? – Chłopak lekko się zirytował, może to takie nic, ale
jeszcze w żadnej szkole nie pytali go o jego hobby i życie prywatne.
-Takie rzeczy nie są ważne i nie zamierzam opowiadać o sobie
nikomu. – Odburknął i schyli głowę, aby ukryć smutek, który teraz zagościł w
jego oczach. Tak bardzo chciał powiedzieć o tym komuś, już dwa lata zmagał się
z tym sam a ludzie nawet nie chcieli się do niego zbliżać, bo ponoć emanuje złą
aurą. Wiele razy próbował to ignorować i rozmawiał z innym, ale jak się później
okazywało oni nie traktowali go poważnie i z czasem zaczynali go ignorować oraz
unikać.
-No dobrze, w takim razie teraz zajmij swoje miejsce. Hm
zastanówmy się gdzieżby cię usadowić. O mam, usiądziesz w ostatniej ławce obok
Lee. – Zadowolony z siebie matematyk popchnął lekko chłopaka i odwrócił się do
tablicy z zamiarem rozpoczęcia lekcji. Nie mając wyboru powoli ruszył we
wskazane miejsce, kiedy usiadł chłopak obok od razu odwrócił się od okna, uśmiechnął
i podał mu rękę.
-Cześć, jestem Sungyeol miło mi cię poznać. – Kiedy tylko
ich ręce się złączyły poczuł jakiś dziwny impuls i jego serce nagle zaczęło
szybciej bić.
-Ah
tak, mi również. – Uśmiechnął się nieśmiało i zabrał się za przepisywanie
notatki z tablicy. Jednak po chwili zaprzestał tego i dyskretnie zerknął na
chłopaka obok.Wyglądał jak normalny nastolatek, jedynym niepasującym
elementem były jego włosy, które sięgały lekko za ramiona. Przypatrywał mu się
tak długą chwilę aż zauważył, że chłopak odwraca głowę w jego stronę.
Momentalnie na jego twarzy pojawiły się dwa dorodne rumieńce, speszony zasłonił
się zeszytem. Po chwili usłyszał cichy chichot i poczuł rękę, która zaczęła
tarmosić jego włosy. Powoli wychylił się zza zeszytu i zdziwiony spojrzał na
Lee.
-Jeżeli mam coś na twarzy wystarczyło powiedzieć a nie
wpatrywać się we mnie. – Zaśmiał się tym razem trochę głośniej, przez co
nauczyciel upomniał go i zadał dodatkowe zadania. Nie zrobiło to na nim
wrażenia i tylko mruknął coś pod nosem, po chwili przybliżył się do chłopaka a
usta przysunął do jego lewego ucha.
-Nie masz się czego wstydzić, do twarzy ci z rumieńcami.
Wyglądasz wtedy słodziutko. – Następnie cmoknął płatek ucha i wrócił do
notowania. Kim lekko drgnął pod wpływem jego głosu i tego co zrobił. Poczuł jak
cała twarz go pali na szczęście w tym samym momencie zadzwonił dzwonek. Jak
oparzony zebrał wszystkie swoje rzeczy i wybiegł z klasy. Nie wiedział gdzie
biegł, nie znał jeszcze budynku, ale jakimś dziwnym sposobem udało mu się
znaleźć łazienkę i tam zanurzył twarz w zimnej wodzie. Po kilku minutach
spojrzał na swoje odbicie i przypomniał sobie wydarzenie z klasy. Znowu
zobaczył na policzkach dorodną czerwień i ponownie zanurzył twarz.
-No nie mów, że już pierwszego dnia chcesz się utopić w
szkolnej łazience. Ja też nie lubię szkoły, ale nie chciałbym z tego powodu się
zabić i to w takim miejscu. – Usłyszał za sobą wesoły głos, wystraszony od razu
odwrócił się przodem do przybyłej osoby. Mimo, że oczy lekko go piekły i
widział niewyraźnie ze zdziwieniem stwierdził, że przed nim stoi Lee.
-To nie tak po prostu było mi gorąco. – Spuścił głowę, chwycił
za swoją torbę i chciał stamtąd po prostu wybiec, jednak tuż przy drzwiach
poczuł na nadgarstku mocny uścisk i chcąc nie chcąc musiał się zatrzymać i
odwrócić. Jakie było jego zdziwienie gdy zobaczył smutny wyraz na twarzy
chłopaka.
-Jeżeli to co zrobiłem było dla ciebie złe i odrażające
bardzo przepraszam. Sam się dziwię, że byłem w stanie zrobić coś takiego.
Naprawdę przepraszam, najlepiej będzie, jeżeli oboje zapomnimy o tym, co się
stało i o moich słowach. – Zakończył swój krótki monolog, zwolnił uścisk i wyminął
Kima. Stał tam dosyć długo aż zdał sobie sprawę, że lekcje dawno się już zaczęły.
Pośpiesznie wyszedł z pomieszczenia i ruszył do klasy. Profesor oczywiście
skarcił go za spóźnienie, zajął swoje miejsce i zauważył, że Lee nie zwraca na
niego uwagi. Do końca wszystkich zajęć nie odezwali się do siebie ani słowem. Smutny
wracał do domu, kiedy zauważył, że jedzie za nim czarny samochód terenowy. Od
razu zorientował się kto to może być i przyśpieszył, w pewnym momencie już po
prostu biegł. Starał się zgubić te osoby i na szczęście mu się to udało. Zmęczony
wrócił do domu, zjadł, odrobił lekcje i położył się do łóżka.
-To był naprawdę dziwny dzień. – Powiedział do siebie zanim
zasnął.
Bożenko, jakie to jest.... wspaniałe ! <3
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo, mam nadzieję, że kolejne części będą lepsze ^^
Usuń