20130916

002. INFINITE- YaDong Oneshot



Właśnie skończyli kilku godzinny trening, w końcu niedługo mieli zadebiutować ze swoim pierwszym albumem. Nie odczuwali zmęczenia, przynajmniej tak sądzili, kiedy znaleźli się w dormie pierwsze co zrobili to legli na materacach w pokoju. Na czas promocji zostali przeniesieni do tego samego pomieszczenia, nie chcieli przeszkadzać innym.
Następnego dnia pierwszy z posłania zwlókł się Hoya, jeszcze lekko nieprzytomny powlókł się do łazienki. Na szczęście menadżer zebrał pozostałych i nie musiał czekać aż któryś z jego kolegów łaskawie opuści to pomieszczenie. W środku ściągnął z siebie przepocony dres, odkręcił wodę i wskoczył pod ciepły strumień. Stał tak chyba z pół godziny aż usłyszał jak ktoś porządnie wali w drzwi.
-Hoya do cholery jasne! Inni ludzie też mają potrzeby! – Usłyszał donośny krzyk i kolejne bicie pięścią o drewno. Zaśmiał się głośno, zakręcił kurek i owinięty w biały ręcznik wyszedł z kabiny. Powoli podszedł do wyjścia, nacisnął na klamkę i pozwolił, aby drzwi same się otworzyły, on natomiast oparł się o framugę a ręce skrzyżował na klatce piersiowej.
-Spokojnie Dino, nie nerwicuj się tak. Pamiętaj, że złość piękności szkodzi. – Znowu się zaśmiał, po chwili ujrzał lekko wkurzonego Dongwoo, który stał przed nim w samych bokserkach. Hoya zilustrował go wzrokiem i poczuł jak policzki zaczynają go piec. Od razu spuścił głowę i wyszedł z łazienki powstrzymując się przed kolejnym komentarzem. Jakoś ochota na bycie wrednym mu przeszła, gdy zobaczył jeszcze nie do końca rozbudzonego chłopaka. Ten ucieszony wbiegł od razu do środka i po kilku minutach było słychać spływającą wodę. Hoya natomiast udał się do kuchni i przyrządził dla nich śniadanie składające się z chleba oraz kilkunastu parówek. W końcu zawsze po treningu byli strasznie głodni, a że w nocy jeść nie mogli to ich pierwszy posiłek składał się z niewyobrażalnej ilości jedzenia. Gdy wszystko już przygotował postanowił ubrać się w białą bokserkę i czarne spodnie od dresy. Zadowolony z siebie usiadł w kuchni przy stole i czekał na dinozaura. Po jakiejś godzinie ujrzał go wchodzącego z błogim uśmieszkiem i mokrymi włosami. Uśmiechnął się lekko i rzucił w jego stronę suchy ręcznik.
-Pamiętaj, że teraz nie możesz się przeziębić, więc uważaj i wycieraj się porządnie. – Pogroził mu palcem i zabrał się za jedzenie swojej porcji. Zdezorientowały Dongwoo spojrzał najpierw na ręcznik a później na stół i od razu wręcz rzucił się na jedzenie. Jadł tak szybko, że jego policzki powoli nie mieściły już posiłku.
-Ej ej Dino zwolnij, parówki nie uciekną. – Zaśmiał się głośno i podał chłopakowi chusteczkę. Ten nadąsany przyjął materiał i otarł usta, następnie ponownie chwycił za sztućce i powoli zaczął jeść.
-A skąd możesz wiedzieć, że nie dostaną nagle nóżek i po prostu nie zbiegną z talerza? – Przekręcił w prawo głowę i spojrzał na Hoyę i nadął policzki jak małe dziecko. Pokiwał z politowaniem głową, wstał i oparł dłonie o blat i nachylił się tak, że jego usta były na wysokości czoła dinozaura. Nie zastanawiając się długo musnął jego skórę, żeby ukryć swoje zażenowanie poczochrał włosy chłopaka. Odwrócił się tyłem, aby ukryć lekkie rumieńce, zabrał naczynia i umył je w letniej wodzie.
-Idę teraz się przejść.. Nie wiem, o której wrócę, więc nie czekaj na mnie z kolacją. – Rzucił w stronę stołu, narzucił na siebie kurtkę i wyszedł. Łaził chyba z cztery godziny aż doszedł do niewielkiego parku i usiadł na najbliższej ławeczce. Rozmyślał chwilę aż zauważył, że zrobiło się już strasznie ciemno. Niebo było pokryte chmurami, więc nie było widać żadnych gwiazd. Westchnął i powoli powlókł się w stronę dormu, już z daleka zauważył, że przed bramą stoi duży van. Domyślił się, że pozostali już wrócili i pewnie teraz śpią. Przed drzwiami grzebał chwilę w kieszeniach aż w końcu znalazł odpowiednie klucze. Kiedy wszedł do środka zauważył, że jest tam strasznie duszno, więc od razu zrzucił z siebie kurtkę a po kilku minutach też bluzkę. Stał teraz w swoim pokoju i zerkał na Dongwoo, który wiercił się na materacu i mruczał coś cały czas. Niewiele myśląc położył się obok niego i nakrył ich cieniutkim kocem. Nagle poczuł jak coś ląduje na jego brzuchu a następnie przytula się mocno. Z niedowierzaniem patrzył jak dinozaur kładzie swoją głowę na jego klatkę piersiową i wtula się w nią. Zrobiło mu się ciepło na sercu, jedną ręką objął chłopaka a drugą zaczął głaskać go po włosach. Poczuł nieodpartą chęć zaśpiewania czegoś, do głowy przyszedł mu kawałek ich nowej piosenki.
-Cause I love you so much, I wanna feel you, we are getting stronger, I wanna listen to your voice, song, my honey. – Zanucił cicho i poczuł coś w rodzaju ulgi. Uśmiechnął się pod nosem i udał się do swojej własnej krainy snu, w której czekał na niego pewien chłopak z twarzy przypominający dinozaura.

20130914

001. INFINITE- MyungYeol


Nie lubiłem się przeprowadzać, wręcz tego nienawidziłem. Wciągu ostatnich dwóch lat wraz z mamą mieszkaliśmy w kilkunastu różnych krajach i miastach. Ciągła zmiana szkoły i otoczenia wręcz mnie wykańczała od środka, nie próbowałem się skarżyć mamie, bo wiedziałem, że żyje w ciągłym strachu. W sumie to ja też bałem się każdego kolejnego dnia, bałem się każdej nowo poznanej osoby, która sama do mnie podeszła, bałem się, że to kolejny członek gangu, który miał mnie zabrać z powrotem do ojca. Do Korei. Musiałbym wtedy przejąć jego obowiązki i porzucić wszystkie moje zainteresowania. Naprawdę tego nie chciałem, dlatego zgodziłem się na tą ucieczkę zainicjowaną przez moją matkę.

Pewnego dnia przyjechaliśmy do Londynu. Pierwsze, co zrobiliśmy to rozpakowaliśmy się w nowym mieszkaniu, zjedliśmy kolację i poszliśmy do łóżek. Następnego dnia musieliśmy iść do mojej nowej szkoły, aby złożyć wszystkie potrzebne dokumenty. Oczywiście moje imię i nazwisko były fałszywe, za każdym razem były inne. Cieszę się, że wciąż pamiętam jak naprawdę się nazywam, tak jak mówiłem na początku to wszystko mnie wykańcza. Tego o to właśnie dnia poznałem wyjątkową osobę, z którą przeżyłem wspaniałe pół roku.

Powoli weszli do budynku, który już na pierwszy rzut oka wyglądał na zabytkowy i dosyć wiekowy. Starsza pani chwyciła chłopca, choć można było z pełną świadomością nazwać go młodzieńcem, pod ramię i razem zaczęli przemierzać kamienne stopnie.
-Mam nadzieję, że nauczyłeś się wszystkiego i nie popełnisz tego samego błędu, co ostatnim razem w Berlinie. Mam rację? – Kobieta podniosła głowę, aby móc spojrzeć w oczy swojemu synowi. Starała się być surową opiekunką i wolała wytykać błędy niż za każdym razem powtarzać „nic się nie stało, nie przejmuj się tym, mamusia się wszystkim zajmie” jak to w zwyczaju miały inne matki oraz czasami i ojcowie.
-Oczywiście, nie zawiodę cię tym razem. Możesz być tego pewna. – Na jego twarz wkradł się lekki uśmiech i ścisnął drobną dłoń opiekunki. Gdy pokonali stopnie skierowali się do drewnianych drzwi z tabliczką „Sekretariat”, zapukali i już po chwili stali przed dużym biurkiem, za którym siedziała dosyć szpetna kobieta wyglądająca na około sześćdziesiąt lat. Skierowała ona swój wzrok na gości, zaraz wyszperała jakiś plik kartek i przejrzała go dokładnie.
-Tak, więc jesteś tym przeniesionym uczniem, Thomas Kim? – Przeniosła swój wzrok na gości, kiedy po dłuższej chwili nie dostała odpowiedzi zdenerwowana zaczęła stukać paznokciami o blat biurka. Młodzieniec popatrzył na swoją matkę a ona skinęła tylko głową, westchnął i zwrócił się do sekretarki.
-Tak, nazywam się Thomas Kim. – Skłonił się lekko, kobieta popatrzyła na niego dziwnie, lecz po chwili położyła przed nim dwa wydruki.
-Na pierwszej kartce masz plan lekcji a na drugiej numerek szafki i kod dostępu. W niej już masz poukładane książki oraz krawat z logiem naszej placówki. – Chłopak wziął wszystko, złożył na pół i wsadził do tylniej kieszeni spodni.
-Dobrze w takim razie wszystko mamy już załatwiona, Pani może już iść a ty, Kim usiądź za chwilę powinien przyjść tu twój obecny wychowawca. – Kobieta pokazała mu krzesło w rogu pokoju i znowu zajęła się swoją papierkową robotą. Matka spojrzała na niego i skinęła głową na pożegnanie, on odwzajemnił gest a kiedy już miał zająć miejsce przez drzwi wparował jak burza starszy mężczyzna. Zaczął rozglądać się po pomieszczeniu a kiedy jego spojrzenie zatrzymało się na chłopaku na jego twarz wpłynął szeroki uśmiech. Sekretarka aż podskoczyła na swoim krześle i porządnie wrzasnęła, kiedy zobaczyła nowego gościa.
-Ile razy mam Panu powtarzać, że przed wejściem należy pukać?!
-Przepraszam bardzo, ale byłem tak podekscytowany, że kompletnie o tym zapomniałem. – Złapał się za głowę i głupio zaśmiał. Kobieta w tym momencie popatrzyła na niego z politowanie i westchnęła głośno.
-Kim to jest twój nowy wychowawca Albert Denis, który jest również nauczycielem matematyki w naszej szkole.
-Miło mi Pana poznać, nazywam się Thomas Kim. – Wyciągnął do starszego rękę z zamiarem uściśnięcia jednak tamten tylko się uśmiechnął i ruszył w stronę drzwi.
-Teraz nie ma czasu na takie rzeczy Thomas, zostawiłem uczniów samych a z nich naprawdę niezłe rozrabiaki są. Jeżeli chcemy zastać klasę bez większych uszkodzeń musimy tam jak najszybciej wrócić. – Zanim chłopak się zorientował oboje biegli już przez korytarz. Po kilku minutach stanęli przed białymi drzwiami, nauczyciel wszedł pierwszy i zapowiedział go, nawet stojąc tutaj mógł usłyszeć szepty podekscytowanych dziewczyn i coś, co przypominało jęki niezadowoleni. Gdy usłyszał, że jest proszony do środka powoli otworzył drzwi i pewnym krokiem wszedł do środka. Rozejrzał się po sali, nic specjalnego, następnie rozejrzał się po swoich nowych kolegach, również nic specjalnego. Chociaż jego uwagę przykuł chłopak siedzący w ostatniej ławce, który wyglądał przez okno.
-Jestem Thomas Kim i od dzisiaj będę się uczyć razem z wami. Miło mi was poznać. – Skłonił się a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Każdej nowej klasie powtarzał to samo, zmieniały się tylko imiona.
-Może powiedziałbyś nam więcej o sobie? Na przykład, jakie są twoje zainteresowania? – Chłopak lekko się zirytował, może to takie nic, ale jeszcze w żadnej szkole nie pytali go o jego hobby i życie prywatne.
-Takie rzeczy nie są ważne i nie zamierzam opowiadać o sobie nikomu. – Odburknął i schyli głowę, aby ukryć smutek, który teraz zagościł w jego oczach. Tak bardzo chciał powiedzieć o tym komuś, już dwa lata zmagał się z tym sam a ludzie nawet nie chcieli się do niego zbliżać, bo ponoć emanuje złą aurą. Wiele razy próbował to ignorować i rozmawiał z innym, ale jak się później okazywało oni nie traktowali go poważnie i z czasem zaczynali go ignorować oraz unikać.
-No dobrze, w takim razie teraz zajmij swoje miejsce. Hm zastanówmy się gdzieżby cię usadowić. O mam, usiądziesz w ostatniej ławce obok Lee. – Zadowolony z siebie matematyk popchnął lekko chłopaka i odwrócił się do tablicy z zamiarem rozpoczęcia lekcji. Nie mając wyboru powoli ruszył we wskazane miejsce, kiedy usiadł chłopak obok od razu odwrócił się od okna, uśmiechnął i podał mu rękę.
-Cześć, jestem Sungyeol miło mi cię poznać. – Kiedy tylko ich ręce się złączyły poczuł jakiś dziwny impuls i jego serce nagle zaczęło szybciej bić.
-Ah tak, mi również. – Uśmiechnął się nieśmiało i zabrał się za przepisywanie notatki z tablicy. Jednak po chwili zaprzestał tego i dyskretnie zerknął na chłopaka obok.Wyglądał jak normalny nastolatek, jedynym niepasującym elementem były jego włosy, które sięgały lekko za ramiona. Przypatrywał mu się tak długą chwilę aż zauważył, że chłopak odwraca głowę w jego stronę. Momentalnie na jego twarzy pojawiły się dwa dorodne rumieńce, speszony zasłonił się zeszytem. Po chwili usłyszał cichy chichot i poczuł rękę, która zaczęła tarmosić jego włosy. Powoli wychylił się zza zeszytu i zdziwiony spojrzał na Lee.
-Jeżeli mam coś na twarzy wystarczyło powiedzieć a nie wpatrywać się we mnie. – Zaśmiał się tym razem trochę głośniej, przez co nauczyciel upomniał go i zadał dodatkowe zadania. Nie zrobiło to na nim wrażenia i tylko mruknął coś pod nosem, po chwili przybliżył się do chłopaka a usta przysunął do jego lewego ucha.
-Nie masz się czego wstydzić, do twarzy ci z rumieńcami. Wyglądasz wtedy słodziutko. – Następnie cmoknął płatek ucha i wrócił do notowania. Kim lekko drgnął pod wpływem jego głosu i tego co zrobił. Poczuł jak cała twarz go pali na szczęście w tym samym momencie zadzwonił dzwonek. Jak oparzony zebrał wszystkie swoje rzeczy i wybiegł z klasy. Nie wiedział gdzie biegł, nie znał jeszcze budynku, ale jakimś dziwnym sposobem udało mu się znaleźć łazienkę i tam zanurzył twarz w zimnej wodzie. Po kilku minutach spojrzał na swoje odbicie i przypomniał sobie wydarzenie z klasy. Znowu zobaczył na policzkach dorodną czerwień i ponownie zanurzył twarz.
-No nie mów, że już pierwszego dnia chcesz się utopić w szkolnej łazience. Ja też nie lubię szkoły, ale nie chciałbym z tego powodu się zabić i to w takim miejscu. – Usłyszał za sobą wesoły głos, wystraszony od razu odwrócił się przodem do przybyłej osoby. Mimo, że oczy lekko go piekły i widział niewyraźnie ze zdziwieniem stwierdził, że przed nim stoi Lee.
-To nie tak po prostu było mi gorąco. – Spuścił głowę, chwycił za swoją torbę i chciał stamtąd po prostu wybiec, jednak tuż przy drzwiach poczuł na nadgarstku mocny uścisk i chcąc nie chcąc musiał się zatrzymać i odwrócić. Jakie było jego zdziwienie gdy zobaczył smutny wyraz na twarzy chłopaka.
-Jeżeli to co zrobiłem było dla ciebie złe i odrażające bardzo przepraszam. Sam się dziwię, że byłem w stanie zrobić coś takiego. Naprawdę przepraszam, najlepiej będzie, jeżeli oboje zapomnimy o tym, co się stało i o moich słowach. – Zakończył swój krótki monolog, zwolnił uścisk i wyminął Kima. Stał tam dosyć długo aż zdał sobie sprawę, że lekcje dawno się już zaczęły. Pośpiesznie wyszedł z pomieszczenia i ruszył do klasy. Profesor oczywiście skarcił go za spóźnienie, zajął swoje miejsce i zauważył, że Lee nie zwraca na niego uwagi. Do końca wszystkich zajęć nie odezwali się do siebie ani słowem. Smutny wracał do domu, kiedy zauważył, że jedzie za nim czarny samochód terenowy. Od razu zorientował się kto to może być i przyśpieszył, w pewnym momencie już po prostu biegł. Starał się zgubić te osoby i na szczęście mu się to udało. Zmęczony wrócił do domu, zjadł, odrobił lekcje i położył się do łóżka.
-To był naprawdę dziwny dzień. – Powiedział do siebie zanim zasnął.

20130816

001. Offtop

Hmm na prawdę długo mnie tu nie było i to tylko przez moją wredną wenę, która postanowiła pożegnać się ze mną na kilka miesięcy. Obecnie staram się napisać coś nowego, coś czego jeszcze nigdy nie pisałam, więc poradziłam się przyjaciółki. Stwierdziła, że bardzo chętnie przeczyta lekkie yaoi napisane przeze mnie. Po naszej rozmowie zaczęłam zastanawiać się nad paringiem oraz perspektywą z jakiej mogłabym pisać. Oczywiście wszystko wpadło mi do głowy gdy leżałam i relaksowałam się w wannie, nie wiem czemu, ale właśnie tam do głowy wpadają mi wszystkie dobre pomysły. Niestety to nie współgra z moją słabą pamięcią do takich rzeczy i wszystko wylatuje mi z głowy zaraz po pójściu spać. Tym razem było inaczej, bo udało mi się wszystko zapisać w moim wspaniałym notesiku, więc już dzisiaj zabieram się za pisanie. Mam nadzieję, że skończę to do poniedziałku później wyślę koleżance i dopiero kiedy ona to przeczyta oraz oceni wstawię to na bloga.
Wyczekujcie następnego posta.
XOXO

20130228

003. Lunafly- Sparrow


Poczułaś na swoim policzku coś mokrego i szorstkiego zarazem, powoli otworzyłaś oczy a przed sobą zobaczyłaś szary pyszczek. Zrzuciłaś z siebie kota, kiedy poczułaś nieprzyjemny zapach i w swojej błękitnej piżamce w chmurki ruszyłaś do kuchni. Od razu po śniadaniu zabrałaś się za projekt okładki dla chłopców. Miałaś pustkę w głowie, ręką nie mogłaś narysować prostej linii. Nie wiedziałaś, czym jest to spowodowane. Cały dzień myślałaś, akurat był weekend i mogłaś pozwolić sobie na labę, jednak nim się zorientowałaś nadszedł niedzielny wieczór i ze strachem stwierdziłaś, że nie masz jeszcze nic a jutro już miałaś im przedstawić pierwowzór. Następnego ranka wstałaś, spokojnie zjadłaś śniadanie, ubrałaś białą spódniczkę z koronką u dołu, lekko plisowaną, beżowy sweterek z białym zajączkiem na przedzie, rajstopy z kremowym, norweskim wzorem, na szyję zawinęłaś biały szaliczek a na nogi ubrałaś ciemnobrązowe kozaki. Włosy pokręciłaś na końcach, chwyciłaś za plecak i spojrzałaś na zegarek. „Ah może tym razem się nie spóźnię” pomyślałaś, powoli wyszłaś z domu i ruszyłaś w stronę parku. Na jednej z ławek zauważyłaś postać w granatowym płaszczu, podeszłaś trochę bliżej i ze zdziwieniem stwierdziłaś, że to Teo.
-Mogę się przysiąść?- zapytałaś niepewnie i usiadłaś obok kiedy poklepał miejsce z szerokim uśmiechem. Zaczęliście rozmawiać, na początku tylko o projekcie i ku twojej uciesze obiecał, że pomoże ci przy tym. Następnie zeszło już na bardziej osobiste sprawy, opowiedział ci o swojej rodzinie, dzieciństwie i problemach. Czułaś niesamowitą radość w środku, nigdy nie sądziłaś, że będziesz z nim rozmawiać o takich rzeczach, czułaś się przy nim swobodnie i jakby czas zaczął płynąć szybciej. Zauważyłaś jak próbuje ukryć przed tobą łzy, wtedy przybliżyłaś się do niego i mocno objęłaś. Chwilę później poczułaś jak odwzajemnia uścisk, mogłaś trwać w takiej pozycji wiecznie, ale wszystko, co dobre zawsze się kończy. Usłyszała znajome śmiechy a kiedy odsunęłaś się od chłopaka zobaczyłaś jak pozostała dwójka idzie w waszą stronę z puszkami lemoniady. Kiedy tylko was zobaczyli podbiegli i zaczęli wypytywać cię o projekt. Zaczerwieniłaś się lekko na twarzy i spuściłaś wzrok, wtedy odezwał się Teo i wszystko im wytłumaczył. Byłaś mu ogromnie wdzięczna i do głowy wpadł ci świetny motyw na okładkę. Poprosiłaś ich, aby poczekali tu na ciebie, bo musisz wziąć ze szkoły sztalugę. Uśmiechnęli się tylko do ciebie a ty w podskokach ruszyłaś w stronę budynków, wbiegłaś na ulicę i wtedy usłyszałaś ten okropny pisk, odwróciłaś głowę i zdążyłaś zobaczyć już maskę srebrnego Opla. Czułaś jeszcze jak upadasz i słyszałaś czyjeś wrzaski z lewej strony, na chwilę przed oczami pokazała ci się zapłakana twarz Teo a następnie już tylko ciemność. Tylko ciemność, pustka i przeraźliwa cisza. 

20130223

002. Lunafly- Sparrow


-Miło nam w końcu cię spotkać HyoAh, dużo o tobie słyszeliśmy od twoich wykładowców. Pokazali nam też twoje prace, są wspaniałe!- Przez cały ten czas wpatrywałaś się w Sama, Teo oraz Yuna a oni podeszli do ciebie, maknae i lider chwycili cię za ręce, posadzili cię na drewnianym krześle przed zastawionym różnymi smakołykami stole a Teo postawił na kolorowej podkładce porcelanową filiżankę z parującą herbatą. Uśmiechnęli się do ciebie i zajęli miejsca naprzeciwko, drżącymi rękoma pochwyciłaś delikatny kubeczek, podmuchałaś lekko, przechyliłaś naczynie i wlałaś w siebie ponad połowę napoju. Czułaś jak od środka robi ci się ciepło, w myślach przywołałaś ich uśmiechnięte twarze, które zwrócone były teraz tylko i wyłącznie na ciebie. Później poczułaś jak ktoś podnosi cię a następnie sadowi cię na czymś miękkim. Obróciłaś głowę w lewo i zobaczyłaś ciemne oczy Yuna nagle poczułaś ciepło, ale tym razem na twarzy i natychmiast obróciłaś ją w inną stronę. „To musiało wyglądać naprawdę zabawnie, zachowuję się jak małe dziecko” pomyślałaś i oparłaś głowę o kanapę, na której chłopak cię posadził.
-No, skoro już się odprężyłaś to teraz możemy przejść do rozmowy- Znowu swój wzrok miałaś zawieszony na ich twarzach, „wyglądają jeszcze lepiej niż sądziłam” przemknęło ci przez myśl. Byłaś ciekawa, o czym chcą z tobą rozmawiać, chciałaś ich wypytać o wszystkie rzeczy dotyczące ich, chciałaś wiedzieć o nich wszystko, lecz w porę powstrzymałaś się przed wydaniem jakiegoś dźwięku, więc tylko kiwnęłaś głową dając im znak, że jesteś gotowa.
-Jak zapewne słyszałaś szykujemy się do powrotu i potrzeba nam jest osoba, która wykona dla nas grafikę na okładkę. Dlatego też wybraliśmy się do tej szkoły i poprosiliśmy, aby pokazali nam najlepszego ucznia, padło na ciebie. Obserwowaliśmy twoje poczynania przez tydzień, przeglądaliśmy wszystkie prace, które stworzyłaś i byliśmy, w sumie dalej jesteśmy, pod wrażeniem twoich umiejętności plastycznych. Składamy ci, więc pewną propozycję. Stwórz dla nas grafikę a dostaniesz od nas naszą kolejką płytę oraz imienne zaproszenie na koncert lub fanmeeting. Co ty na to?- Sam skończył swoją długą wypowiedź i spojrzał na ciebie z nadzieją w oczach, nadzieją, że się zgodzisz. Byłaś w szoku, ale też czułaś jak roznosi cię radość od środka, nie wierzyłaś, że coś takiego mogłoby ci się przytrafić. Siedziałaś spokojnie i w głowie rozważałaś każde za i przeciw, oczywiście nie miałaś pojęcia, czemu to robisz. Od zawsze marzyłaś, aby ktoś zauważył twój talent i pomógł się wybić a teraz miałaś niewyobrażalną szansę. Spojrzałaś na nich a twoje usta same otworzyły się i zaczął płynąć z nich potok słów.
-Oczywiście, że się zgadzam. Zrobienie tej grafiki dla was będzie samą przyjemnością i nie potrzebuję za to zapłaty. Tylko miałabym jedną prośbę- zawahałaś się przez chwilę, zaczerpnęłaś trochę powietrza i kontynuowałaś.
-Prosiłabym tylko o to abyście nie usuwali mojego podpisu, który umieszczę na pracy.- zakończyłaś. Obserwując ich twarze zobaczyłaś jak wypełza na nie szczęście i radość, wstali i ukłonili się lekko. Zmieszana sama wstałaś i powtórzyłaś ten gest, kątem oka zobaczyłaś jak Yun sięga po futerał i wyjmuje z niego swoją gitarę. Usadowił się na drewnianym krześle i spojrzał na ciebie.
-Skoro nie chcesz płyty ani biletu dostaniesz piosenkę, którą sam napiszę- chłopak puścił do ciebie oczko i zaczął delikatnie szarpać za struny. Nie potrafiłaś ukryć zdziwienia, przez, które rozdziawiłaś usta jak rybka oraz gorącej czerwieni, która pojawiła się zaraz po nim na twoich policzkach. Słuchałaś teraz ich głosów, tak pięknych i w tym momencie zarezerwowanych tylko dla ciebie. Po takim przeżyciu mogłaś już spokojnie umrzeć. 

Obserwatorzy