20121130

001. Lunafly- Sparrow


Obudziłaś się i pierwsze, co zobaczyłaś to przyjazny, szary pyszczek kota. Zaśmiałaś się cicho, kiedy rozłożył się na twoim brzuchu i zaczął mruczeć. Nie miałaś serca, aby go zrzucić jednak, kiedy spojrzałaś na zegarek szybko zmieniłaś zdanie i zerwałaś się z łóżka. W myślach powtarzałaś sobie przez cały czas „głupia spóźnisz się”. Zdążyłaś chwycić za ubrania oraz kosmetyczkę i wbiegłaś do łazienki, po paru minutach wyszłaś z niej ubrana w białą koszulę, brązowe spodnie i beżowy sweterek sięgający ci trochę za tyłeczek, włosy na górze zostawiłaś proste za to dół zakręciłaś w lekkie loczki, które nadały twojej twarzy dziecinny wyraz. W kuchni wstawiłaś wodę na herbatę i zrobiłaś tosty z dżemem jagodowym, pobiegłaś jeszcze do łazienki, aby się umalować, czarnym eyelinerem zrobiłaś puppy eyes a lekko różowawą pomadką podkreśliłaś usta. Kiedy woda się zagotowała, zalałaś herbatę, wzięłaś całe śniadanie i usiadłaś w saloniku przy laptopie. Pierwsze, co sprawdziłaś to poczta, lekko zdziwiona otwierasz nową wiadomość i kiedy ją czytasz nie możesz uwierzyć:
„Panno Lee HyoAh z przyjemnością chcemy poinformować, że zostałaś wybrana jako uczennica z najlepszymi wynikami w nauce i postępach w kształceniu się. Dnia 15 kwietnia 2012 roku w czasie zajęć spotkasz się osobiście z trzema członkami zespołu Lunafly, przewidziany jest podarunek z ich strony, autografy oraz mile spędzony czas. Mamy nadzieję, że wywołaliśmy uśmiech na twojej twarzy. Dyrekcja Akademii Plastycznej”
W pierwszym momencie spojrzałaś na nazwę zespołu a następnie na kalendarz wiszący obok regału. Nie mogłaś pohamować szczęścia, gdy zdałaś sobie sprawę, że to dzisiaj, szybko dokończyłaś śniadanie, spakowałaś do plecaka blok, pudełko z ołówkami i kredkami, do ręki wzięłaś szkicownik, chwyciłaś jeszcze za telefon i wybiegłaś z domu szybko zamykając drzwi. Będąc na dole spojrzałaś na zegarek na nadgarstku i odetchnęłaś, do rozpoczęcia zajęć miałaś pół godziny, więc postanowiłaś się przejść przez parczek naprzeciwko twojego bloku. Po jakiś piętnastu minutach byłaś już przed budynkiem akademii, do tej pory pamiętasz jak pierwszy raz weszłaś tutaj i poznałaś tych wszystkich wspaniałych, lecz lekko świrniętych ludzi. Sama zresztą masz obsesję na punkcie różnych rzeczy, nie umiesz przejść obetnie obok jakiegoś papierka czy czegoś innego rzuconego na ziemię, zawsze to podniesiesz i wyrzucisz. Oczywiście według ciebie to dobre zachowanie, lecz czasami twoi znajomi wyśmiewają cię przez to. Nagle usłyszałaś pisk jakiejś dziewczyny, odwróciłaś się i wtedy ich zobaczyłaś. Wysiadali z małego busa, najpierw Sam, później Yun a na końcu Teo, który podał pozostałym chłopakom instrumenty, wyciągnął się, poprawił okulary i spojrzał w twoją stronę z szerokim uśmiechem. Serce zaczęło ci walić mocniej, kiedy zobaczyłaś ten uśmiech, twoje policzki lekko się zarumieniły a wzrok skierowałaś na swoje buty. Gdy go podniosłaś chłopców już nie było przed budynkiem, spojrzałaś jeszcze na zegarek i z przerażeniem popchnęłaś drzwi wejściowe. Stanęłaś na korytarzu i tak jak się spodziewałaś był pusty, jeszcze nigdy ci się nie zdarzyło abyś była tutaj na czas, nawet jak wychodziłaś godzinę przed zajęciami. Spokojnym krokiem podeszłaś do dużej rozpiski wiszącej na ścianie tuż obok głośnika przez, który czasami były nadawane ogłoszenia. Przejechałaś palcem po papierze i cicho westchnęłaś i ze spuszczoną głową udałaś się do sali, w której odbywały się lekcje szkicowania. Samą tą czynność lubisz jednak nauczyciel, który tego uczy nie przypadł ci za bardzo do gustu, swoje dobre oceny zawdzięczasz sobie, bo według ciebie facet nie umiał uczyć. Stanęłaś przed drzwiami, poprawiłaś włosy, chwyciłaś za klamkę i weszłaś do środka. Położyłaś szkicownik oraz pudełko na blacie, otworzyłaś na pierwszej białej stronie, w myślach przywołałaś uśmiechniętą twarz Teo i paroma zwinnymi ruchami kartka zapełniła się kreskami, które ułożyły się najpierw w podbródek i policzki, następnie usta, nos, oczy, brwi, uszy no i włosy. Na końcu pojawiła się szyja wraz z kawałkiem płaszcza, usłyszałaś dzwonek i zawiedziona spakowałaś wszystko i opuściłaś salę. Na korytarzu panował już lekki harmider, wypatrzyłaś wolny skrawek podłogi i od razu tam siadłaś, oparłaś się o ścianę i przymknęłaś oczy. Nagle poczułaś jak ktoś tobą potrząsa i zanim zdążyłaś cokolwiek powiedzieć czy zrobić byłaś już niesiona na rękach przez jakiegoś chłopaka, gdy otworzyłaś oczy i spojrzałaś na jego twarz wydała ci się znajoma, później już tylko otworzyłaś je szerzej i nie mogłaś uwierzyć. Wniósł cię do jakiegoś pomieszczenia i położył na rozłożonym na podłodze grubym kocu, ty od razu podniosłaś się do pionu i usiadłaś po turecku wpatrując się w swoich „wybawicieli” a w zasadzie „wybawiciela”. Jeden z nich podał ci rękę i pomógł wstać, od razu zapytali się o twoje imię.
-Nazywam się Lee HyoAh, ale mówią na mnie wróbel, drugi rok Akademii Plastycznej w Busan.-  Ukłoniłaś się nisko i uśmiechnęłaś pod nosem, kiedy się wyprostowałaś spojrzałaś na nich jeszcze raz, dalej nie mogłaś uwierzyć, że stoisz przed nimi i do tego teraz znają twoje imię. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy